Kard. Reina: powołania kwitną, gdy głosi się Chrystusa, nie siebie
Antonella Palermo – Watykan
Zatrzymać się, słuchać, zawierzyć. To trzy czasowniki zawarte w Orędziu na 63. Światowy Dzień Modlitw o Powołania, obchodzony 26 kwietnia, w tzw. Niedzielę Dobrego Pasterza, które zostały one przypomniane podczas czuwania modlitewnego 24 kwietnia pod hasłem „Wewnętrzne odkrycie daru Boga”.
Te trzy czasowniki wskazują właściwą postawę, aby mogło dojrzewać każde autentyczne powołanie – podkreślił kardynał Lazzaro You Heung-sik. To modlitwa – wyjaśnił – otwiera na relację z Bogiem i na przyjęcie daru powołania.
Zatrzymać się, by odkryć pragnienie nieskończoności
Jeśli ktoś wewnętrznie odczuwa, że Jezus nadaje sens, pełnię i horyzont jego życiu, oznacza to – wyjaśnia kardynał – że droga ku wyborowi powołania opiera się na solidnych fundamentach. Podkreśla on podstawową prawdę zawartą w Piśmie Świętym: powołanie nie rodzi się z osobistego wysiłku, lecz z relacji.
„To nie ty ‘budujesz’ swoją drogę sam; jesteś powołany, by trwać w Chrystusie, pozwolić się kochać i pozostawać z Nim w jedności. Z tej jedności rodzi się wszystko” – wyjaśnił kardynał.
Powołanie nie jest jedynie decyzją do podjęcia, projektem do zrealizowania czy odpowiedzią do udzielenia. W rzeczywistości jest ono przede wszystkim więzią, którą należy pielęgnować. Z taką świadomością można przeżywać drogę powołania w sposób wolny i wyzwalający, ponieważ „powołanie nie jest obowiązkiem ani jałową rezygnacją: jest przyjaźnią”.
Zatrzymanie się jest zatem „wielkim aktem pokory i odwagi oraz właściwym sposobem, by zacząć odkrywać własne powołanie” – dodał kardynał.
Słuchać, aby przynosić owoce poza logiką aktywizmu
W tej perspektywie także to, co należy czynić, nabiera właściwych proporcji – daje do zrozumienia kardynał Reina – ponieważ najważniejsze jest wejście w prawdziwe, głębokie i wierne słuchanie, które często bywa zaniedbywane. „Uświadomić sobie, że Bóg przemawia do mojego życia w sposób jedyny i osobisty”.
Trzeba przezwyciężyć logikę aktywizmu za wszelką cenę – to sugestia płynąca z tego czuwania. Przynoszenie owocu według Ewangelii jest bowiem czymś innym: nie mierzy się liczbami, uznaniem ani ilością włożonej energii.
„Owoc, który mamy przynosić – podkreśla Reina – nie jest konsekwencją naszej skuteczności, lecz naszej komunii między sobą i z Bogiem”. Nie ma drogi pośredniej – wyjaśnia wikariusz generalny: „Albo trwamy wszczepieni w Chrystusa, albo usychamy sami z siebie, nawet jeśli pozornie robimy wiele rzeczy”.
Zawierzyć, aby przezwyciężyć pychę i narcyzm
To Pan oczyszcza to, co jest zbędne i co nie przynosi owocu. Często tym, co zbędne i zwodnicze, jest właśnie postawa samouwielbienia i autoreferencyjności – dodał kaznodzieja.
„Kiedy tak się zawierzamy – mówił – owoc, który się rodzi, jest inny: nie jest owocem pozorów, lecz tym, który trwa w czasie; nie jest owocem pychy, lecz bezinteresownej miłości; nie jest owocem mierzonym statystykami czy polubieniami, lecz tym, który naprawdę karmi Kościół i świat oraz rodzi przyszłość. To owoc powołania przeżywanego w codziennej wierności, w wytrwałej modlitwie, w cichej miłości”.
Wskazuje się tu na pewien rodzaj zdrowej „bierności” wobec działania prawdziwego Gospodarza winnicy, który troszczy się o swoją winnicę.
Ks. Christian: naszym domem zawsze będzie serce Chrystusa
Ks. Christian Sguazzino należy do tych ośmiu osób, które w najbliższą niedzielę przyjmą święcenia kapłańskie z rąk papieża Leona XIV. Zabiera głos także w imieniu przyszłych kapłanów.
Opowiada krótko, jak nauczył się zawierzać, „tracić kontrolę” dla Pana, porzucając schematy dające fałszywe poczucie bezpieczeństwa, które często prowadzą do traktowania wiary jak „środka uspokajającego”.
Czas seminarium – wyjaśnia – był ważny, ponieważ oblicze Chrystusa wstrząsnęło fałszywymi wyobrażeniami, jakie o Nim miał. Seminarium nie jest doskonałe – przyznaje – po prostu dlatego, że nikt nie jest doskonały; „ale uczy wchodzić w relację z Tym, który potrafi poprosić cię, byś usunął się na bok, bo to On ma być poznany”.
Tylko w ten sposób – mimo wszystkich trudności – będzie można uznać, że „naszym domem zawsze jest serce Chrystusa, niezależnie od parafii, do której zostaniemy posłani”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.