Liban: pustoszeją miasta, chrześcijanie uwięzieni w Sidone
Piotr Kowalczuk
Miasta Sidone już prawie nie ma
Ksiądz Rached poinformował, że po izraelskich atakach niemal wszyscy mieszkańcy do niedawna 60-tysięcznego miasta, położonego 40 km od Bejrutu, chcieli je opuścić. Części, muzułmańskiej większości, to się udało. Teraz, z powodu tłoku na drogach i licznych punktów kontrolnych, wyjazd z Sidone samochodem, czyli z choćby z częścią dobytku, stał się niemożliwy. W mieście praktycznie uwięzieni zostali chrześcijanie. Niektórzy zdesperowani mieszkańcy na piechotę szukają schronienia w pobliskich wzgórzach. W Sidone zamknięte są stacje benzynowe i sklepy. Jak ocenia duchowny, niebawem zacznie brakować żywności. Obawia się również, że wraz z eskalacją działań wojennych głód będą cierpieli wszyscy Libańczycy. Nieczynna jest większość szkół. Ks. Rached zamknął swoje liceum, bo po wyjeździe rodzin islamskich nie ma kogo uczyć.
To nie nasza wojna
Maronicki duchowny powiedział, że chrześcijanie w Sidone czują się opuszczeni, pozostawieni sami sobie i zadają wciąż to samo tragiczne pytanie: „Dlaczego jesteśmy zmuszani do udziału w tym konflikcie po stronie Iranu? Dlaczego Hezbollah zmusza nas do udziału w wojnie, której nie chcemy?”. Dodał, że prezydent Libanu Joseph Aoun i wszyscy libańscy parlamentarzyści w oświadczeniu napisali, że wojna, którą prowadzi Hezbollah nie jest wojną Libanu. Przypomniał, że we wrześniu 2024 r. izraelski atak w odpowiedzi na rakietowy ostrzał Hezbollahu pociągnął za sobą wiele ofiar w południowym Libanie i pozostawił 100 tys. osób bez dachu nad głową.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj.