Pół miliona głosów wołało: „Królowo Polski, przyrzekamy!”
Ks. Łukasz Bankowski - Watykan
Najpierw Maryja
„Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo!” - tak rozpoczynał się tekst napisany w maju 1956 r. przez internowanego w Komańczy Prymasa Polski.
26 sierpnia kard. Wyszyńskiego na Jasnej Górze nie było. Był za to jego tekst. Odczytywał go bp Michał Klepacz, a po kolejnych wezwaniach półmilionowy tłum odpowiadał: „Królowo Polski, przyrzekamy!”
Pierwsze przyrzeczenie dotyczyło wierności Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi. Ale Prymas nie pozostawił polskiego ślubowania na poziomie religijnej deklaracji. W tekście widać, że były one programem na moralną odnowę narodu.
Od kołyski po rodzinny dom
Jedno z pierwszych zobowiązań dotyczyło życia. Polacy przyrzekali stanąć „na straży budzącego się życia” i bronić „każdego dziecięcia i każdej kołyski”. Padały słowa niezwykle mocne: „Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym”.
Z kołyski tekst prowadził do rodzinnego domu. Prymas Wyszyński pisał o nierozerwalności małżeństwa, godności kobiety, odpowiedzialności rodziców i wychowaniu młodego pokolenia. Rodzina nie była dla niego jednym z wielu tematów Ślubów. To właśnie w niej miała się rozstrzygać przyszłość wiary i przyszłość Polski.
Polska bez głodnych i płaczących
Śluby wychodziły jednak poza próg rodzinnego domu. Autor kreślił wizję społeczeństwa, w którym ludzie żyją „w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju”, bez „nienawiści, przemocy i wyzysku”.
I znów nie poprzestawał na ogólnych hasłach. Wzywał do dzielenia się „plonami ziemi i owocami pracy”, „aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących”.
To jeden z fragmentów, które po 70 latach brzmią szczególnie współcześnie. Wiara w ujęciu Prymasa miała być widoczna nie tylko w modlitwie, ale również w tym, czy obok nas ktoś pozostaje bez pomocy.
Najcięższa walka
Jest jednak w Ślubach fragment jeszcze bardziej wymagający. Kard. Wyszyński pisał go jako człowiek pozbawiony wolności przez komunistyczne państwo. Mógł więc wskazać zewnętrznego przeciwnika. Zamiast tego kazał narodowi spojrzeć na siebie.
„Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi”.
Prymas wymieniał je po imieniu: lenistwo, lekkomyślność, marnotrawstwo, pijaństwo i rozwiązłość. Przeciwstawiał im wierność, sumienność, pracowitość, oszczędność, wyrzeczenie, wzajemny szacunek, miłość i sprawiedliwość społeczną.
W kraju rządzonym przez komunistów Wyszyński mówił więc Polakom, że nie każda niewola przychodzi z zewnątrz. Wolności trzeba bronić także we własnym sumieniu i własnym życiu.
Nie granit i brąz
Na końcu Ślubów znajduje się zdanie, które pozwala zrozumieć cały ich sens. Wyszyński pisał o „żywym Wotum Narodu, milszym Ci od granitów i brązów”.
Wotum nie miało być zatem pomnikiem. Miało nim być życie zgodne z tym, co zostało przyrzeczone: chronione życie, wierna rodzina, trzeźwość, uczciwa praca, pojednanie zamiast nienawiści, pomoc człowiekowi, który nie ma domu ani chleba.
Dlatego Jasnogórskie Śluby Narodu należą do historii, ale nie są jedynie historycznym dokumentem. Powstały w konkretnej rzeczywistości Polski 1956 r., pod rządami komunistycznymi i podczas uwięzienia Prymasa. Ich autor patrzył jednak dalej niż na ówczesny system polityczny. Pisał o człowieku, jego sumieniu, rodzinie i odpowiedzialności za innych.
70 lat później
26 sierpnia 2026 r. słowa Ślubów ponownie zabrzmią na Jasnej Górze. Minęły trzy pokolenia. Zmieniła się Polska, zmienił się świat, nie ma systemu, który więził ich autora.
Pozostały jednak sprawy, o których pisał: życie i rodzina, uzależnienia, uczciwość, odpowiedzialność za słabszych, nienawiść dzieląca ludzi, potrzeba sprawiedliwości i pokoju.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś ten artykuł. Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się na newsletter klikając tutaj..